Home » Przyjaciele
Przyjaciele

 
Ten folder poświęcony jest sprawdzonym towarzyszom na dobre i na złe. Są to motobikerzy - podróżnicy z którymi zrobiłem po kilka tysięcy kilometrów, a z wybrańcami juz chyba nawet kilkadziesiąt :) Łączą nas chwile radości i grozy, było słońce i zmarzły nam w deszczu dupy. Gubiliśmy razem drogę, a pewnego razu na obcej ziemi nawet kasę i dokumenty :) Reasumując są tu chłopy, którzy nie tylko posiadają motocykle ale także wydają parę złotych w roku na ich utrzymanie. 
 
 
01-11-2005r. Na zdjęciu od lewej: Kwidzyn, Red Bull, Heniuta, Ja, Marki, Wojt i Pet.


 
Marki to jest facet, który po wielu latach jeżdżenia dopiero w 2006 roku poradził sobie z problemem, który dla większości z Was nigdy nie istniał. Wyobraźcie sobie, że zawsze kiedy brał między nogi swoją sztukę, pogodny dzień zamieniał się w intensywną ulewę. Stuprocentowy Rainman! Dacie wiarę, że nawet kiedyś podczas wspólnego powrotu z Chorwacji w miesiącu czerwcu dopadł nas grad o średnicy jednego centymetra?! To się mogło zdarzyć tylko z Markim, który wreszcie się popsuł i teraz wszystkie nasze wspólne podróże będą okraszone rasowym słoneczkiem :) Poza tym Marki ma zawsze (nawet po zdjęciu kasku) perfekcyjnie postawioną czuprynkę, a na co dzień zajmuje się w swojej szkole produkcją nowych talentów fotografii.
 
 
Kwidzyn to nasz podróżny oszołom i bardzo proszę o właściwą czyli pozytywną interpretację tego określenia. Zawsze napalony jakby to były jego pierwsze metry na motocyklu, a przebiegiem mógłby wciągnąć nosem 95% motocyklowej trójmiejskiej populacji. Sztuka zawsze wygląda jakby przed kwadransem stała się wykopaliskiem archeologicznym. Na trasie okaz rasowego taboru cygańskiego, przytroczone worki, woreczki i odpadające w czasie jazdy elementy typu śpiwór, baniak oleju, dokumenty i wiele innych, o których nie wie zapewne nawet nasz bohater. Niezastąpiony skarbnik na naszych wyprawach, wspólna kasa ułatwia tankowanie, żarcie czy płacenie za autostrady. Z Kwidzynem zawsze zabawa i zrywanie boków zapewnione. Na co dzień Kwidzyn reanimuje najbardziej skomplikowane systemy komputerowe.

  

To jest Pisia. Pisia to bardzo rzadko spotykany stwór. Jest poprostu terminatorem przebranym za kobietę. Niezależnie od długości dziennego przebiegu, nie musi po drodze jeść, pić ani siusiać i zawsze jest zadowolona bez względu na miejsce, porę dnia i pogodę. Uchodzi za postrach nałogowych palaczy, którzy na trasie startując z jednej stacji benzynowej, myślami są już na następnej. Z Pisią nie ma żartów: "tankujemy i macie kwadrans na fajkę..." To przez nią rozstałem się z tak uroczym nałogiem :) Towarzyszyła mi w niejednej podróży, prawdziwy kumpel. Jest delikatna i kobieca, a na sztuce potrafi zawstydzić niejednego jeźdźca płci brzydkiej.

 

 

Mirek jest typowym przykładem podróżnika, którego w odpowiednim momencie dopadł wirus. Dom, tolerancyjna żona, dzieci, zacna pozycja w zacnej firmie i... w końcu motocykl. Zaczynał na świecie łazienek ale od razu przepowiedziałem mu przyszłość - z tym temperamentem skończy się to na turystycznym plastiku, i tak się też stało. Żądny jeżdżenia jakby kupił sobie pierwsze moto na 66-te urodziny. Straszliwy połykacz długich dystansów, rozsądny, skromny, sprawdzony kompan.


 
Picia ma serce jeszcze większe od swojego wielkiego motocykla. Iwona powinna codziennie dziękować Bogu za dzień w którym go poznała. Zdaje się, że po wielu latach wspólnego lokalnego jeżdżenia połknął haczyk i już nigdy nie zakończy żadnego sezonu bez jakiejś poważniejszej travelki. Moja strona jest żądna zdjęć Pici z naszych kolejnych wypraw.




  
 
To jest Red Bull. Młody, gniewny - ambitny jeździec. Ma bardzo tolerancyjną żonę, która przy dwójce małych dzieci pozwala mu na poświęcanie się swojej pasji. Kolekcjoner fakultetów. Red Bull to wykwintny penetrator... ale spokojnie drogi czytelniku, penetrator eBay'a ;) Znajdzie wszystko z motocyklowych szpejów i to w niezłej cenie. Przy okazji wyborny znawca sztuki kulinarnej. W okolicach Straszyna uchodzi za najlepszego Grill Mastera. Dobry materiał na podróżnika.




Dzisiaj Szczepan, kiedyś Bruce Lee ;) W liceum siedzieliśmy w jednej ławce, razem słuchaliśmy Deep Purple na Diorze, jeździłem wtedy na MZ TS150 - była błękitna i miała chromowane naleśniki na zbiorniku. Pamiętam jak Szczepan miał w swoim pokoju nad łóżkiem plakat z BMW K100RS. Potem minęło kilkanaście lat i nasz bohater zabrał się za motorki. Jako jeden z niewielu motocyklistów ma nazwane swoim imieniem rondo w Sztumie ;) Ostro zaczyna zabawę w travelki.



Nasz Jobejt określany w środowisku mazurskim mianem "taxi driver" jest niezwykły. Każdy wyjazd, który zaszczyci swoją obecnością okraszony jest jakimś dziwnym wydarzeniem. Coś się urwie, coś odpadnie, jakaś policja czy "osobista" na przejściu granicznym. Ogólnie rzecz ujmując z Jobejtem nigdy nie jest nudno ;) Nie ma pojazdu na którym po 3 minutowym treningu nie mógłby wystartować w zawodach i wygrać. Nigdy mi tego nie zdradził ale ja wiem na czym polega jego sekret. Dla Jobejta istnieją dwa położenia manetki: prawa ręka w kieszeni albo czerwone pole ;)


To właśnie przez Michała w drugiej klasie liceum zachorowałem na dwa koła. Śmigał wówczas do szkoły "ku uciesze" naszych nauczycieli swoim zielonym Simsonem. Jeździliśmy w dżinsach, katanach i byle jakich półbutach bo na resztę kaski nie było. Z paliwem tez były niezłe jaja bo to przecież czasy kartek były ;) Nie zapomnę do grobowej deski pewnej akcji z policyjną Nyską. Parę chwil strachu, miska, śruba spustowa i zebrało się parę litrów paliwa na kilka chwil beztroskiej zabawy. Potem  Michał miał kilka lat pauzy  aby po latach dokonać zakupu czerwonej bestii i rozpocząć zabawę od nowa ;)




zdjecie Tino. Chyba jeden z najpoprawniejszych trójmiejskich motocyklistów. Zawsze spokojny i wyważony. Nie obce mu są stare klimaty WSK czy MZ. Jakiś czas temu był posiadaczem pięknego acz gumowego V-Max'a na którym biedny musiał gonić swoich "chorych" kolegów. Pamiętam, że była to nierówna walka ale chłop dawał radę. Dzisiaj jest to XX Super Blackbird i teraz "chorzy" koledzy muszą gonić Tina ;) Zawsze pogodny i uśmiechnięty, tradycjonalista - synowi sprawił skuter. Twierdzi, że z imprez nigdy nie wychodzi ostatni bo ma charakter. Moim zdaniem po prostu Tino nie pamięta wszystkich w jakich brał udział ;)




zdjecieKrzysiu to jest niezły As, przy okazji kuzyn Jobejta. Najstarszy egzemplarz w naszych skromnych szeregach. Jeśli tak ma wyglądać kondycja kolesia w jego wieku to ja bardzo poproszę. Pełna sprawdzalność w każdym calu. I do wypitki i do pobitki. Były zawodnik Gdańskiego Auto Moto Klubu w Motocross'ie. Duże doświadczenie i niezniszczalne dupsko ;) W jego sprzęcie znajdziemy wszystko: podgrzewana kanapa i manetki, jakieś wyświetlacze, tuzin kabelków z różnymi końcówkami od mp3, telefonii, cb, mikrofalówki, pralki automatycznej... itd. Na obczyźnie potrafi cieszyć oko dziką przyrodą i ciekawą architekturą, a żołądek lokalnymi specjałami. Mam nadzieję, że będzie nam jeszcze dane zrobić wspólnie sporo kilometrów.




zdjecieOto łobuzy ze Szczecina. Od lewej Ruffio i Anacho. Naprawdę nielicha z nich brygada.  Poza tym okrutni połykacze tysięcy kilometrów w sezonie. Celowo przedstawiam chłopaków na wspólnym zdjęciu gdyż ów osobnicy osobno nigdzie nie występują, a ich Bandity 1200 różnią się tylko kolorem bo nawet nie wyposażeniem ani przebiegiem. Zresztą zobaczcie na zdjęciu - nawet wspólnie śpiewają ;) Znam ich kupę lat, a gdańska ekipa "kupiła" ich od pierwszego spotkania. Dysponują samorozkładalnymi namiotami lecz na dzisiaj  poranne składanie opanował tylko Ruffio ;) Obecność chłopaków na wspólnych imprezach gwarantuje pyszną  zabawę.


zdjecieOto nasz kochany Pet. Miłośnik oldtimerów i posiadacz dwóch motocykli. Jednym z nich jest Honda Gold Wing 1200 z początku lat osiemdziesiątych w wersji naked. Piękny choć bez hamulców, a jak widać na załączonym obrazku maszyna ma co wyhamować. Tym bardziej, że w naszym przyjacielu drzemie ułańska fantazja i młody duch. Znany i urokliwy biesiadnik. Jeśli jesteś bramkarzem w którejś z trójmiejskich knajp to przyjrzyj się temu człowiekowi, szanuj każdego klienta i miej oczy szeroko otwarte bo jutro możesz zostać zwolniony. Lubimy naszego urwisa Peta ;)



zdjecieTo jest Mysza, postrach warszawskich motocyklistów. Niespożyta energia, którą nasz bohater dzielnie wykorzystuje zarówno w siodle jak i poza. Praktycznie chłopak bez wad  - to jest informacja dla potencjalnych kandydatek na plecaczek ;) Z kipiących zalet należy wymienić zdolności nawigacyjne - podczas pustych wschodnich map na nawigacji Mysza podpiera się niezawodną intuicją. Podczas usterek powstałych w motocyklach kolegów Mysza zawsze chętnie kładzie się pod sztuką jako pierwszy, brudzi po same łokcie i uzdrawia maszyny. Miłośnik noży Leathermana. Doskonały kompan podczas wypraw. Mam nadzieję, że razem pośmigamy do emerytury.