Home » Podróże Wydarzenia » UKRAINA - Lwów - maj 2008
UKRAINA - Lwów - maj 2008



      Im bliższy był planowany termin wyjazdu tym bardziej topniał jego skład. W efekcie końcowym wystartowaliśmy z Gdańska na dwa motocykle. Z uwagi na późny start pierwsza noc wypadła nam jeszcze w Polsce, druga na Słowacji, a trzecia we Lwowie. Nikt z nas nie ma pojęcia dlaczego pojechaliśmy przez Czechy, całą Słowację skąd dopiero Ukrainę. Potem brakowało nam tych kilku godzin we Lwowie - kiedyś je nadrobimy. Na Słowacji tradycyjnie przepyszna, tania kuchnia oraz dla przyzwoitości ;) przypadkowo napotkany zamek. Może kilka słów na jego temat. Ruiny Grodu Spiszskiego znajdziemy w wysokości 634 m n.p.m., nad Spiszskim Podgrodziem. Zamek stoi na wapiennej skale, która przewyższa okoliczne tereny o 200 m. Spiszski Gród znajduje się w Spiszskiej Kotlinie, i jest uważany za jeden z najcenniejszych zabytków narodowych Spisza. Ze źródeł historycznych wynika, ze gród ten pojawił się już w roku 1209. Swoim obszarem ponad 4 ha, uważany jest za jeden z największych w Europie Środkowej.




      No tak... piękna jazda, zamki, napotkani brytyjscy mega podróżnicy i późną nocą niezłe problemy ze znalezieniem noclegu. Okazało się, co było do przewidzenia, że im bliżej słowacko-ukraińskiej granicy tym bardziej termin "turystyka" był obcy dla lokalesów. Kosztowało nas to 2 godziny i cofnięcie się z powrotem w głąb Słowacji ale nie spaliśmy na przystanku słowackiego pekaesu. O ukraińskich przejściach granicznych nie wspomnę, tradycyjna egzotyka. No może na uwagę zasługuje odpowiedź Marcina na pytanie sztywnej pani celniczki po co jedzie na Ukrainę - brzmiała ona - "zwiedzać polski cmentarz". Domyślacie się, że potem już lekko nie było ;)
     Karpaty rozpieszczały nas pięcioma stopniami na plusie, droga do Lwowa była niezła. Ludzie i sam Lwów jakby oderwane od reszty kraju. Fajne knajpy, piękna architektura, tramwaje, uliczki... W nocy troszku my popili ukraińskich trunków i rano pożegnali Lwów odwiedzając Cmentarz Orląt Lwowskich. Podczas powrotu do domu cały dzień lało, a nawet sypało gradem. Po raz kolejny się przekonałem, że kierunek wschód to jest to ;)